czwartek, 21 lutego 2013

Odbicia. Malarstwo Joannay Stasiak. Katarzyna Kasprzak-Stamm


ODBICIA malarstwo Joanny Stasiak

Małpa też się bierze za malowanie. Kradnie tubkę farby i siada na murku płaskiego dachu. Włochata twarz zastyga na jeden moment w wyrazie zwierzęcej świadomości, bezruch kończy się nagłym skokiem.
Na sznurze powiewają jak chorągwie suszące się kawałki lśniącego materiału. Z dołu, z ulicy, nic nie widać ale tu na górze wiele się dzieje.
Joanna Stasiak zaczęła malować na jedwabiu po przyjeździe do Indii, na dachu.
Zaczęła od Odbicia, kompozycji, nad którą pracowała na płótnie przed wyjazdem. Zamknięty w kole fragment pejzażu obłamków skał, opustoszałych księżycowych gór. Znamienne odbicie w tym zwierciadle, jakim jest dla malarza obraz, wewnętrznego  duchowego pejzażu.
I warsztatowe wyzwanie. Spływający czarny tusz, marszcząca się powierzchnia materiału i osiadający na niej kurz wielkiego miasta.
Joanna rozpoczęła od pracy nad tematami przywiezionymi z domu, ale od razu, jako miejscowi obserwatorzy pojawiły się małpy. W Indiach nie sposób robić coś samemu, bez świadków.
Małpa, jako autoportret malarza, pojawiała się na dawnych obrazach. W kubraku i kapeluszu małpa Chardina siedzi przed sztalugami. To naśladowca, złodziej cudzych obrazów. „Twórca” małpujący bezczelnie Stwórcę. Małpa jako znak malarskiej świadomości.
Na obrazach holenderskich i niemieckich małpy w przebraniu ludzi odgrywają sceny bezmyślnej egzystencji. Kradną, palą fajki, zagłuszają pijaństwem poczucie bezsensu. Przeglądamy się w małpiej twarzy.
W buddyjskiej symbolice, na przedstawieniach koła życia, małpa jest alegorią ludzkiej świadomości bez celu skaczącej z gałęzi na gałąź, od wcielenia w następne ale też od myśli w inną.
Na wschodzie rozpoznaje się też inną naturę małpy. Hanuman, który walczy w służbie Ramy z  demonem zła, w filozofii hinduizmu symbolizuje siłę i wierność, świadomość zdolną okiełznać zwierzęce impulsy instynktu. To dzięki Hanumanowi mamy małpich gości na dachu w Delhi, przychodzą całym  stadkiem co wtorek do pobliskiej świątyni, gdzie w dzień Hanumana, dostają jedzenie.
Joanna, po kilku dniach w Indiach, maluje modlące się małpy koło sziwylingi, fallicznego przedstawienia Sziwy. Małpy biją pokłony, zjadając rzucone przed kamiennym lingamem kwiaty nagietków. Wszyscy są świadkami tego, że nawet zwierzęta rozpoznają świętość i oddają jej hołd. To zbliża je do nas. Rozbawiona małpa, siedząca obok posągu Buddy, to mogę być ja. Nieświadoma, a jednak uczestnicząca w wielkiej modlitwie świata.
Jedwabie z małpami to pamiątka, którą Joanna zabrała ze sobą z podróży do Indii.

Wokół jedwabiu tworzy się warsztat farbiarza. Rekwizyty są niby podobne, a jednak inne. Kolor soczystszy, śmielszy, nieprzełamywany. Sam materiał jest szlachetny. Jedwab dodaje obrazom lśnienia i przejrzystości, pomagając osiągnąć świetlistość nad jaką Joanna pracowała już od kilku lat w swoich olejnych pejzażach.
Malowanie na jedwabiu wymusza jednorazową decyzję, inaczej niż w przypadku wolno schnących i dających się wielokrotnie przemalowywać obrazów na płótnie. Podobieństwo do techniki akwareli, skłania do nieco rozlanych form. Tym wyraźniej w malarstwie Joanny dominują mocno określone bryły.
Wydaje się, że zmiana techniki nie wpłynęła na zmianę jej sposobu malarskiego myślenia. Podjęcie tego wyzwania dało jej natomiast nowy impuls do pracy i sprawiło, że dochodzi do kolejnego granicznego punktu w swoim malarstwie.  
Łuki przęseł w przedstawieniu odbijającego się w wodzie mostu rysują dwa kręgi – niby oczy świata, które oglądają pejzaż. Jest i trzecie oko, wyciętego między przęsłami otworu, też błękitne, otwarte. Cała kompozycja jest rozmigotana mrugającymi smugami koloru na wodzie. Woda to żywioł tego malarstwa.
Mosty przerzucone nad wodą wskazują przejścia. Odbicia w wodzie rytmu łuków niepokoją, bo ich okrągłe zwierciadła pokazują inny obraz, to co odbite jest zawsze nieco inne od rzeczywistości. Niebo jest odpowiedzią na wodę, na obrazie prowadzą ze sobą rozmowę, przeglądają się jedno w drugim.
Ludzkie siedziby oglądane są w Nokturnach z daleka, zza wody - w odległej, szerokiej przestrzeni. Bez śladu mieszkańców. Geometryczne spiętrzenia skał w tle, bryły domów i wież jaśnieją na atramentowym niebie białym księżycowym rysunkiem. Pejzaż z górą wygląda jak ukazujący się zza rozdartej zasłony nieba. Plany przechodzą od ciemnego w dole obrazu ku jasno oświetlonemu w partii środkowej i znów ciemnego ku górze.
Pejzaże Joanny sugerują przejście na drugą stronę odbicia - wejście w tło obrazu, na przykład krajobrazu z włoskiego renesansowego portretu. A może we fragment obrazu Poussina, od którego malarskiej interpretacji zaczęła malowanie pejzaży.
Duchowe zamieszkanie w krainie malarstwa.
Ostatnio malowane pejzaże rzymskie z mostem Sant’Angelo, nadrzeczne weduty (Pejzaże klasyczne) i Dachy idą o krok dalej.
Iluzja staje się bardziej rzeczywista, mniej senna. Następuje w nich przybliżenie, natężenie i jakby podbicie rytmu.
Dachy to kompozycje gęstego układu czerwonych brył dachów, skontrastowanych z białymi wysokimi słupkami kominów i  białą, dominującą wieżą kościoła. Trudna konstrukcja nieregularnych geometrycznych form oświetlanych i ocienianych nierównomiernie, odsuniętych i wysuniętych, mających zasugerować przestrzeń, głębię i powietrze bez udziału wody i nieba.
Czas malowania na jedwabiu zaowocował kilkoma znamiennymi dla malarki kompozycjami, będących poszukiwaniem właściwego obrazu dla bliskich jej twórczości tematów pożegnania, odchodzenia, duchowego opuszczenia i nadziei. Są rozwinięciem tematów podejmowanych w ostatnich latach 2008-2010.
Jednym z najważniejszych motywów wydają się przedstawienia zamknięte między dwoma masywami skał. W Studni stoi, w objęciach głębokiej zieleni odchodząca, niemal zanikła postać – akt mężczyzny z rudawym, pod przeźroczystą skórą, rysunkiem kości.  W podobnym ujęciu, między kamieniami, znaczącym osłonienie a może zamknięcie, umieszczona została Pieta z Trękusa z pejzażem warmińskim w tle. W obrazie Skały I, wśród szczątków ostałych się, niby na pogorzelisku, trwa biały zarys drzewa. Na innym, o tym samym tytule (Skały II), bure niebo  pomiędzy skałami rozszczepia się światłem skierowanym w dół na suche, wymarłe  badyle ugoru. Czy jest to niszczące uderzenie fatum czy wydobycie z martwoty?
W szczelinę pomiędzy dwoma skalnymi spiętrzeniami został też wstawiony wazonik z gałązką trzech nierozwiniętych pąków czerwonych lilii. W miejsce martwych natur umieszczanych w dawnym malarstwie na brzegu parapetu, z krajobrazem w tle, mamy tu na tle szafirowego nieba stojący na wodzie, zrównany skalą z blokami kamienia, kruchy skarb zamknięty w krysztale.
Nad nocnym pejzażem pola zawisły wielkie Ryby.
Heraldycznie ustawione na przemian – głowy z ogonem zawisły nad ciemnym niebem z dachami odległych domów i umieszczonym centralnie, świecącym lunarnie zwierciadlanym okiem. Te księżycowe ryby, atrybut miesiąca lutego, namalowane ekspresjonistycznie, czarnymi smugami i przeświecającym spod nich żółtym i zielonym światłem zagarniają w panowanie świat zagubionych w nocy osad. Złowieszcze i wspaniałe                 

                                                              Katarzyna Kasprzak Stamm